Praslin z lotu ptaka
Plan podróży

Ile dni?
I jak je rozłożyć.

Druga wielka wątpliwość. Dajemy realne plany na tydzień, dziesięć i czternaście nocy, z rytmem w sam raz, żeby się cieszyć bez biegania.

Ani tak mało, żebyś jechał z językiem na brodzie, ani tak dużo, żeby zbywało. Dziesięć dni to złoty środek, ale masz tu trzy plany zależnie od czasu.

Trzy duże wyspy proszą o swój czas. Zmiana wyspy zjada pół dnia na promy i transfery, więc lepiej nie kroić za bardzo. Złota zasada, mało baz i dobrze wykorzystanych, lepsze niż zmiana hotelu co dwie noce.

Siedem dni, ciasno, ale wykonalnie

Dwie albo trzy noce na Mahé, żeby zaaklimatyzować się i zobaczyć południe i targ w Victorii, dwie na Praslin na Vallée de Mai i Anse Lazio, i dwie na La Digue na Anse Source d'Argent i rower. Zobaczysz to, co najważniejsze, choć bez marginesu na dni nicnierobienia.

Dziesięć dni, złoty środek

Ten sam szkielet, ale z powietrzem. Trzy albo cztery noce na Mahé, trzy na Praslin i trzy na La Digue. Starcza na dzień skakania po wyspach, dzień snorkelingu, popołudnia na plaży bez zegarka i jakąś ukrytą zatoczkę. To plan, który polecamy najczęściej na pierwszy wyjazd.

Czternaście dni, żeby smakować

Z dwoma tygodniami możesz iść wolniej, dołożyć wycieczkę na Curieuse albo na wyspy parku morskiego, poświęcić cały dzień na nurkowanie, a nawet wyskoczyć na czwartą, spokojniejszą wyspę. Idealne na podróż poślubną albo dla kogoś, kto chce wrócić naprawdę wypoczęty.

To są szkielety, nie kaftany bezpieczeństwa. Podaj swoje dni i styl, a odeślemy plan skrojony pod ciebie, z promami już przemyślanymi, żebyś nie tracił czasu.

Dziesięć dni, dzień po dniu

Żebyście widzieli to jasno, tak my rozkładamy wyjazd na dziesięć nocy. Dwie pierwsze na Mahé, na aklimatyzację bez pośpiechu, targ w Victorii i kąpiel w Beau Vallon. Trzecia, południe Mahé autem, Anse Intendance i Anse Takamaka. Czwarty dzień, prom na Praslin i spokojne popołudnie w Cote d'Or. Piąty, Vallée de Mai rano i Anse Lazio po południu. Szósty, wycieczka na Curieuse albo skakanie po pobliskich wyspach. Siódmy, prom na La Digue i rower do Anse Source d'Argent. Ósmy, Grand Anse i zatoczki na południu wyspy. Dziewiąty, powrót na Mahé na ostatnią noc blisko lotniska. Dziesiąty, spokojna plaża i lot. Ani biegiem, ani z nudów.

Błędy, które widzimy najczęściej

Najczęstszy to za mocno kroić wyjazd. Każda zmiana wyspy zjada pół dnia na walizki, promy i transfery, więc spanie tylko jednej nocy w miejscu prawie nigdy się nie opłaca. Drugi to zostawiać promy w sezonie na ostatnią chwilę, bo najlepsze godziny się zapełniają i zostaje wam wstawanie o świcie albo czekanie. A trzeci, łańcuch wycieczka za wycieczką bez jednego dnia nicnierobienia, które na tych wyspach jest niemal grzechem.

Policzcie dobrze dzień lotu

Rada, która oszczędza rozczarowań, nie liczcie dnia przylotu ani wylotu jako dni na plaży. Długi lot z przesiadką zostawia was na Mahé zmęczonych, a ostatni dzień schodzi na pakowanie i dojazd na lotnisko. Dlatego naciskamy, żeby spać ostatnią noc na Mahé, a nie na innej wyspie, i nie zależeć od promu o świcie z bagażem i strachem, że przegapicie samolot.

A czwarta wyspa?

Z czternastoma dniami albo dłużej sens ma dołożyć spokojniejszą wyspę na finał, jak Cerf w parku morskim, bardzo blisko Mahé, albo jakąś prywatną dla kaprysu. Można też wydłużyć La Digue, która wciąga i której zawsze jest za mało. Ale na pierwszy wyjazd Mahé, Praslin i La Digue to już uczta. Nie trzeba biec, żeby zobaczyć wszystko, bo Seszele zawsze zapraszają, żeby wrócić.

Jeśli macie mniej niż tydzień

Czasem lot albo praca dają tylko cztery, pięć nocy, i warto przyjechać mimo to. Wtedy nie rozdrabniajcie się na trzy wyspy, wybierzcie jedną bazę i tnijcie wycieczkami. Praslin to najlepszy strzał, bo stamtąd odwiedzicie La Digue w ciągu dnia i macie pod bokiem Vallée de Mai i Anse Lazio. Mniej walizek, mniej promów i więcej plaży. A zostanie wam idealna wymówka, żeby wrócić po resztę, bo tu nikt nie przyjeżdża tylko raz.

Ile zostawić na spontan

Jest jeszcze jeden wymiar planu, o którym rzadko się myśli, ile dni zostawić niczym niezajętych. Nasza rada, im dłuższy wyjazd, tym więcej luzu, ale nawet na krótkim tygodniu warto mieć jedno wolne popołudnie na wyspę. Seszele mają to do siebie, że najlepsze chwile rzadko są w grafiku, przypadkowa zatoczka po drodze, długi lunch nad wodą, deszcz, który spędza was do kawiarni i do rozmowy z miejscowym, który podpowie miejsce spoza przewodników. Zbyt gęsty plan odbiera tę magię, bo goni się wtedy od atrakcji do atrakcji, zamiast po prostu być. Traktujcie liczby z tego przewodnika jak ramę, nie jak rozkład jazdy, i zostawcie w niej powietrze, bo właśnie w nim mieści się to, co zapamiętacie najmocniej. A jeśli zawahacie się między krótszym a dłuższym pobytem, wybierzcie dłuższy, bo z tych wysp jeszcze nikt nie wrócił z poczuciem, że zostały za długo.

Najczęstsze pytania

Ile dni potrzeba, żeby zobaczyć Seszele?
Dziesięć dni to złoty środek na Mahé, Praslin i La Digue bez zadyszki. W siedem da się ciasno, a w czternaście idziesz wolniej albo dokładasz czwartą wyspę.
Czy warto jechać na Seszele na tydzień?
Tak, zobaczysz to, co najważniejsze z trzech dużych wysp. Trzeba tylko przyjąć, że rytm będzie szybszy, a zmiana wyspy zjada pół dnia.
Ile nocy na każdej wyspie?
Dobry rozkład na dziesięć dni to trzy albo cztery noce na Mahé, trzy na Praslin i trzy na La Digue, ze spaniem ostatniej nocy na Mahé przez lotnisko.
Lepiej często zmieniać hotel czy mieć mało baz?
Mało baz. Każda zmiana wyspy i noclegu kosztuje czas. Lepsze trzy dobrze dobrane bazy niż skakanie co dwie noce.
Czy pomożecie zorganizować taki wyjazd na Seszele?
Tak, i to jest sedno tego, co robimy. Doradzamy po polsku, dobieramy wyspy, nocleg, auto i wycieczki pod to, czego szukasz, i spinamy całą logistykę, żebyś ty zajmował się tylko cieszeniem. Napisz do nas na Whatsappie albo mailem, bez zobowiązań, a odpowie ci ktoś, kto zna te wyspy z życia, nie z folderu.
(·) Porozmawiajmy

Ułożymy ci plan?

Podaj, ile masz dni i jak lubisz podróżować, a odeślemy plan skrojony na miarę, z przemyślanymi promami i dobrym noclegiem na każdej wyspie. Po polsku i bez zobowiązań.